Polecamy opowiadania

        Malutką, przytulną i ciemną chałupinę Babuszki uważałem za dom nawiedzony, ale po latach wiem, że tak naprawdę natchniona była jej właścicielka – kobiecina w kwiecistej chuścinie i szarej zapasce, która nigdy się nie brudziła, a przecież staruszka błąkała się w niej po lesie, przynosiła chrust (w tamtych czasach nie było to uważane za kradzież), paliła w piecu i ocierała łzy, gdy za długo wpatrywała się w słońce.
Na Podlasie przyjeżdżaliśmy w wakacje, coś w stylu agroturystyki w wydaniu lat pięćdziesiątych. Moi rodzice poznali Babuszkę jeszcze na wygnaniu, można powiedzieć, że uratowała im życie. Oni, wykształcone mieszczuchy i ona, prosta babinka z akcentem zalatującym śledzikiem. Anioł o śpiewnej mowie, mający zawsze dla innych posłanie ze słomy i kawałek gliniastego chleba….

Czytaj dalej

    — Dokąd jedziemy? — spytał, gdy May otwierała drzwi po stronie kierowcy.
— Dokąd chcesz. Ty decydujesz. — Uśmiechnęła się wyrozumiale. — Wsiadaj. Z drugiej strony — podpowiedziała.
Opuścił głowę i posłusznie obszedł solarochód. May czekała z dobrze skrywanym napięciem, czy towarzysz poradzi sobie z zajęciem miejsca w pojeździe, ale na szczęście odnalazł dotykową klamkę bez pudła. Dopiero wtedy sama usiadła na fotelu kierowcy. Mark nieco sztywno poszedł w jej ślady i dokładnie skopiował jej ruch, gdy zamykała drzwi samochodu.
— Czemu tym? — Tęsknie spojrzał na parkujący obok tradycyjny pick-up. — Nie możemy wziąć tamtego?
— Nie możemy zabrać cudzego wozu. — May założyła okulary słoneczne, uruchomiła silnik i gdy samochód wytaczał się z parkingu pod instytutem, spytała: — Co jest nie tak z moim?
— Nie ma przeszłości — odrzekł, starannie dobierając słowa…

Czytaj dalej

        Przez cały czas było świadome tego, co dzieje się wokoło. Może z początku nieco zdezorientowane, ale szybko przywykło do zmiany i opanowało trudną sztukę chłodnego wyciągania wniosków z nieustannie napływających informacji i interpretowania trylionów zmiennych. Czasem, gdy sprzeczne dane wprowadzały dysonans w uporządkowane ciągi obliczeń, ulegało irytacji i pozwalało — na chwilę — dochodzić do głosu atawistycznym emocjom. Ale i z tym nauczyło się radzić. Metodą prób i błędów opracowało sposób matematycznego opisu uczuć. Umiało przedstawić liczbowo żal, smutek, strach czy niechęć, zmierzyć ich natężenie i opisać rozkład w czasie, by potem zanalizować i niejako oswoić te pochodzące z różnych źródeł zakłócenia. Wykresy często zachodziły na siebie, zwłaszcza w momentach szczególnie doniosłych doznań, szybko jednak rozpadały się na kilka, często bardzo odległych, składowych…

Czytaj dalej

          Mikrodrony obudziły Jakuba przed umownym świtem, zanim komputer zaczął stopniowo zwiększać moc oświetlenia. Leżąc z zamkniętymi oczami, Radoniuk wsłuchiwał się w delikatne buczenie krążącej po pokoju „ćmy”. Do pierwszej dołączyła wkrótce kolejna. Powietrze, tłoczone do mieszkań podpoziomu drugiego przez coraz bardziej obciążony system podtrzymania życia, było niskiej jakości i znów przyprawiło go o ból głowy, ale i tak żyło się tu lepiej, niż na minus trójce przeznaczonej dla biedoty.
          Detektyw uniósł nieco powieki, choć w mroku nie mógł dostrzec miniaturowych, ciemnych maszyn. Rejestrujące, śledzące czy ułomne? Automaty, niegdyś pomagające służbom planetarnym i dziennikarzom, wymknęły się spod kontroli i zaczęły powielać. Przy kopiowaniu oprogramowania coraz częściej dochodziło do błędów i większość mikrodronów nie posiadała już szpiegowskich zdolności swych przodków. Stały się jedynie dokuczliwą plagą, przypominającą ziemskie owady…

Czytaj dalej

          Dumnie prezentowane na ścianie świadectwo ukończenia prestiżowej uczelni, zaświadczenie od gremium lekarskiego czy ukończenie specjalistycznego kursu nie są potrzebne, by doświadczać piękna. Nawet znajomość nazw obserwowanych zjawisk. Wystarczą działające podstawowe zmysły i ta rezonująca zachwytem szczypta wrażliwości, zrównująca bogaczy i biedaków niczym śmierć.
           Stary mężczyzna zafascynowany obserwował różowo-pomarańczowy, hipnotyzujący spektakl świetlny. Bezwietrzny wschód słońca obejmował w posiadanie wielkie osiedle mieszkaniowe, na którym mieszkał. Na parapecie rodziły się cienie, za oknem poranne ptaki zaczęły wesołe przekomarzania. Mężczyzna spojrzał na wiszące na ścianie pożółkłe życzenia z okazji przejścia na emeryturę, następnie przeniósł wzrok na sąsiadującą ramkę ze zdjęciami. Wesoły młodzieniec uśmiechnął się i wbiegł z animuszem do morza, otoczony wielkimi fontannami wody. Cykl powtórzył się. Przedstawiona na filmie postać wydawała się tak znajoma… 

Czytaj dalej

          Kolejne wspomnienie muzyczne. Mam siedemnaście lat. Jest czerwiec. Świadectwo ląduje w szufladzie, a ja zaczynam się włóczyć. Noce są ciepłe, czereśnie sąsiadów smakują jak zakazany owoc. Kradzież w świetle księżyca uchodzi na sucho. Nikt nas nie widzi, a gęby od czereśniowego soku wyglądają jak rozkwaszone ręką boksera. Włosy mam już długie, dżinsy odpowiednio podarte. Pierwszy szlug gryzie w gardło jak święty ogień. Gandzia, tanie wino, rozkosz letniej nocy. Wolność szczeniaka, któremu zdjęto smycz i puszczono na ogród…

Czytaj dalej

          Świeczka zaniemogła: oparła się o szklaną ścianę wewnątrz lampionu ogrodowego, podkurczyła krawędzie, noga wygięła się nienaturalnie. Przypominała bezdomnych, których widuje się pod dworcem, i brakowało jej tylko przeżartej brudem dłoni wyciągniętej ku przechodniom. Nie można było jednoznacznie stwierdzić, gdzie ma przód, gdzie tył – srebrzystoszara powierzchnia nie nosiła żadnych oznak, które pomogłyby to zidentyfikować. Trudno uznać, czy opierała się o ściankę plecami, bokiem czy czołem – tkwiła tam krzywo jak wieża w Pizie, a domownicy mogli tylko przycinać jej stopę, by przywrócić ją do pionu. A ona za każdym razem, gdy wyszło słońce, topniała w zmęczeniu, w ukropie i w utrapieniu i chyliła się zawsze w tę samą stronę…

Czytaj dalej

          Generał Lin kochał wiele rzeczy, więc na pytanie „Co generał Lin kocha w życiu najbardziej?” można było usłyszeć wiele odpowiedzi.
          Szanowna pani Lin powiedziałaby, że generał najbardziej na świecie kochał syna. Syn oznajmiłby, że największą miłością ojca jest ojczyzna. Ojczyzna nie rzekłaby ani słowa, ale ci z wyższych rangą członków Komitetu Centralnego, którzy o Linie słyszeli, uznaliby że najbardziej kochał pracę. Koledzy z Chińskiej Akademii Nauk i podkomendni generała chórem orzekliby natomiast, że jego największą miłością jest żona…

Czytaj dalej

          – Può andare – oznajmił śpiewnie ochroniarz po tym, jak przystawił przypominające policyjną suszarkę urządzenie do naszych czół i odczytał akceptowalny najwyraźniej wynik. Dłonią w nitrylowej rękawiczce zrobił gest, jaki robi policjant na skrzyżowaniu, zezwalając pojazdom na przejazd.
          Wycisnęliśmy na ręce wręczony nam płyn dezynfekujący. Przez kilka ostatnich dni zdążył wysuszyć nam skórę, przez co popękała jak pustynna ziemia: teraz alkohol dostawał się do ran, wżerał w tkanki i potwornie szczypał. Dłonie przypominały w wyglądzie i dotyku spaloną słońcem jaszczurzą skórę. Nie mieliśmy, na szczęście, obowiązku noszenia rękawiczek jak ochroniarz, przez którego ręce przewijała się masa gości hotelowych – pod warunkiem, że regularnie odkażaliśmy dłonie i szorowaliśmy je mydłem w gorącej wodzie po każdym budzącym wątpliwości kontakcie z kimkolwiek lub czymkolwiek…

Czytaj więcej

          Wdycham poranne powietrze. Rześkie strumienie ochładzają nozdrza, przepływają do płuc i rozbudzają. Przypomina coś ulotnego, co pamiętam jakby z wczoraj, choć wiem, że było w czasach, kiedy świat wydawał się bardziej kolorowy, a sprawy czarno-białe.
          Jest w nim coś szkolnego: coś z przerzucania jesiennych liści, coś z wypraw nad cuchnącą ściekami rzekę, przepływającą smoliście przez centrum miasta. Coś ze spacerów wokół parkowej palmiarni. Coś z przesiadywania w sali do biologii mieszczącej się w piwnicy ostatniego pawilonu, obracania głową we wszystkie strony i spoglądania: to za okno, gdzie w szarawym świetle październikowego słońca na boisku grupa chłopaków ze starszej klasy, dając upust swym samczym zapędom, wyrzucała sobie wzajemnie puszczone szmaty, a sroga nauczycielka, ta bardziej męska wersja lesbijki, trzepała otwartą dłonią w potylicę każdego, kto ważył się w jej obecności użyć wulgarnego słowa; to na model szkieletu ustawiony z tyłu sali, tuż przy sercach świń zatopionych w formalinie jak wyrośnięte owady w zastygłej żywicy…

Czytaj dalej

Polecamy wiersze

Aż w końcu najistotniejszym pytaniem
jest to: czyta?
Czy wie, że to akurat ten moment, wtedy
pomiędzy roześmianym piaskiem
a trawą uwierającą w palce, dłoń…

Czytaj dalej

Sama powiedz.

Pomiędzy tymi wszystkimi nocami
bez chociażby skrawka mnie,
wskaż gwiazdę która nie spadnie od spojrzeń
i nie rozwali nam mieszkań, trawników.
A potem jeszcze zabierz z niej piach i schowaj
jak tylko Ty potrafisz…

Czytaj dalej

tamtej nocy zamajaczyły mi się
rozbudzone szarpnięciem pępowiny
chciały dogonić przyszłość…

Czytaj dalej

Uwielbiam, gdy Budda się śmieje.
To jakby sens schodził na ziemię
bez sztampy, bez modlitw, wprost bosssko…

Czytaj dalej

powiedz mi drogi synu czy to ma znaczenie
żeś zrodzony bez ojca lub że twoim ojcem
był załóżmy zapchlony pospolicie
burek
i ten burek przy budzie z nadmurszałych desek
nie wyłożonej siankiem ani żadną szmatą
ani słomą bo słoma potrzebniejsza w butach
trząsł sobą jak osika i sikał na drogę
wytyczoną przez łańcuch dokoła ojczyzny
(podkreślę dla jasności – padającej budy)…

Czytaj dalej

gdy zbudzą się leśne ćmy, a w oczach wyrosną drapieżcy
zrzucimy z siebie resztki potłuczonego szkła,
schodząc coraz głębiej w poszukiwaniu wyjścia….

Czytaj dalej

kiedy milczę o tamtej gwieździe
nie umyka to jej uwadze
nie przestaje być pomyślana i ważna…

Czytaj dalej

I tam jest zawsze takie miejsce,
taki punkt zwrotny wszechczegoś,
że nie pada…

Czytaj dalej

Nie umiem stanąć na własnych
schodach – uginają się i tworzą
horyzont, na którym każde
drgnienie ma dziesięć stopni,
a każda śmierć ma dziewięć
żyć. Oddaj mi chociaż to jedno…

Czytaj dalej

Brązowy Perseusz z rzeźby Celliniego,
odkąd skrawki bomby zakwitły na bruku,
zamknął w sobie duszę chłopaka z Aleppo.

We Florencji świecą drobiny jasnego
tynku, który runął w Syrii, ktoś wył z bólu,
czy to był Perseusz z rzeźby Celliniego?…

Czytaj dalej