Polecamy opowiadania

        Przez cały czas było świadome tego, co dzieje się wokoło. Może z początku nieco zdezorientowane, ale szybko przywykło do zmiany i opanowało trudną sztukę chłodnego wyciągania wniosków z nieustannie napływających informacji i interpretowania trylionów zmiennych. Czasem, gdy sprzeczne dane wprowadzały dysonans w uporządkowane ciągi obliczeń, ulegało irytacji i pozwalało — na chwilę — dochodzić do głosu atawistycznym emocjom. Ale i z tym nauczyło się radzić. Metodą prób i błędów opracowało sposób matematycznego opisu uczuć. Umiało przedstawić liczbowo żal, smutek, strach czy niechęć, zmierzyć ich natężenie i opisać rozkład w czasie, by potem zanalizować i niejako oswoić te pochodzące z różnych źródeł zakłócenia. Wykresy często zachodziły na siebie, zwłaszcza w momentach szczególnie doniosłych doznań, szybko jednak rozpadały się na kilka, często bardzo odległych, składowych…

Czytaj dalej

          Mikrodrony obudziły Jakuba przed umownym świtem, zanim komputer zaczął stopniowo zwiększać moc oświetlenia. Leżąc z zamkniętymi oczami, Radoniuk wsłuchiwał się w delikatne buczenie krążącej po pokoju „ćmy”. Do pierwszej dołączyła wkrótce kolejna. Powietrze, tłoczone do mieszkań podpoziomu drugiego przez coraz bardziej obciążony system podtrzymania życia, było niskiej jakości i znów przyprawiło go o ból głowy, ale i tak żyło się tu lepiej, niż na minus trójce przeznaczonej dla biedoty.
          Detektyw uniósł nieco powieki, choć w mroku nie mógł dostrzec miniaturowych, ciemnych maszyn. Rejestrujące, śledzące czy ułomne? Automaty, niegdyś pomagające służbom planetarnym i dziennikarzom, wymknęły się spod kontroli i zaczęły powielać. Przy kopiowaniu oprogramowania coraz częściej dochodziło do błędów i większość mikrodronów nie posiadała już szpiegowskich zdolności swych przodków. Stały się jedynie dokuczliwą plagą, przypominającą ziemskie owady…

Czytaj dalej

          Dumnie prezentowane na ścianie świadectwo ukończenia prestiżowej uczelni, zaświadczenie od gremium lekarskiego czy ukończenie specjalistycznego kursu nie są potrzebne, by doświadczać piękna. Nawet znajomość nazw obserwowanych zjawisk. Wystarczą działające podstawowe zmysły i ta rezonująca zachwytem szczypta wrażliwości, zrównująca bogaczy i biedaków niczym śmierć.
           Stary mężczyzna zafascynowany obserwował różowo-pomarańczowy, hipnotyzujący spektakl świetlny. Bezwietrzny wschód słońca obejmował w posiadanie wielkie osiedle mieszkaniowe, na którym mieszkał. Na parapecie rodziły się cienie, za oknem poranne ptaki zaczęły wesołe przekomarzania. Mężczyzna spojrzał na wiszące na ścianie pożółkłe życzenia z okazji przejścia na emeryturę, następnie przeniósł wzrok na sąsiadującą ramkę ze zdjęciami. Wesoły młodzieniec uśmiechnął się i wbiegł z animuszem do morza, otoczony wielkimi fontannami wody. Cykl powtórzył się. Przedstawiona na filmie postać wydawała się tak znajoma… 

Czytaj dalej

          Kolejne wspomnienie muzyczne. Mam siedemnaście lat. Jest czerwiec. Świadectwo ląduje w szufladzie, a ja zaczynam się włóczyć. Noce są ciepłe, czereśnie sąsiadów smakują jak zakazany owoc. Kradzież w świetle księżyca uchodzi na sucho. Nikt nas nie widzi, a gęby od czereśniowego soku wyglądają jak rozkwaszone ręką boksera. Włosy mam już długie, dżinsy odpowiednio podarte. Pierwszy szlug gryzie w gardło jak święty ogień. Gandzia, tanie wino, rozkosz letniej nocy. Wolność szczeniaka, któremu zdjęto smycz i puszczono na ogród…

Czytaj dalej

          Świeczka zaniemogła: oparła się o szklaną ścianę wewnątrz lampionu ogrodowego, podkurczyła krawędzie, noga wygięła się nienaturalnie. Przypominała bezdomnych, których widuje się pod dworcem, i brakowało jej tylko przeżartej brudem dłoni wyciągniętej ku przechodniom. Nie można było jednoznacznie stwierdzić, gdzie ma przód, gdzie tył – srebrzystoszara powierzchnia nie nosiła żadnych oznak, które pomogłyby to zidentyfikować. Trudno uznać, czy opierała się o ściankę plecami, bokiem czy czołem – tkwiła tam krzywo jak wieża w Pizie, a domownicy mogli tylko przycinać jej stopę, by przywrócić ją do pionu. A ona za każdym razem, gdy wyszło słońce, topniała w zmęczeniu, w ukropie i w utrapieniu i chyliła się zawsze w tę samą stronę…

Czytaj dalej

          Generał Lin kochał wiele rzeczy, więc na pytanie „Co generał Lin kocha w życiu najbardziej?” można było usłyszeć wiele odpowiedzi.
          Szanowna pani Lin powiedziałaby, że generał najbardziej na świecie kochał syna. Syn oznajmiłby, że największą miłością ojca jest ojczyzna. Ojczyzna nie rzekłaby ani słowa, ale ci z wyższych rangą członków Komitetu Centralnego, którzy o Linie słyszeli, uznaliby że najbardziej kochał pracę. Koledzy z Chińskiej Akademii Nauk i podkomendni generała chórem orzekliby natomiast, że jego największą miłością jest żona…

Czytaj dalej

          – Può andare – oznajmił śpiewnie ochroniarz po tym, jak przystawił przypominające policyjną suszarkę urządzenie do naszych czół i odczytał akceptowalny najwyraźniej wynik. Dłonią w nitrylowej rękawiczce zrobił gest, jaki robi policjant na skrzyżowaniu, zezwalając pojazdom na przejazd.
          Wycisnęliśmy na ręce wręczony nam płyn dezynfekujący. Przez kilka ostatnich dni zdążył wysuszyć nam skórę, przez co popękała jak pustynna ziemia: teraz alkohol dostawał się do ran, wżerał w tkanki i potwornie szczypał. Dłonie przypominały w wyglądzie i dotyku spaloną słońcem jaszczurzą skórę. Nie mieliśmy, na szczęście, obowiązku noszenia rękawiczek jak ochroniarz, przez którego ręce przewijała się masa gości hotelowych – pod warunkiem, że regularnie odkażaliśmy dłonie i szorowaliśmy je mydłem w gorącej wodzie po każdym budzącym wątpliwości kontakcie z kimkolwiek lub czymkolwiek…

Czytaj więcej

          Wdycham poranne powietrze. Rześkie strumienie ochładzają nozdrza, przepływają do płuc i rozbudzają. Przypomina coś ulotnego, co pamiętam jakby z wczoraj, choć wiem, że było w czasach, kiedy świat wydawał się bardziej kolorowy, a sprawy czarno-białe.
          Jest w nim coś szkolnego: coś z przerzucania jesiennych liści, coś z wypraw nad cuchnącą ściekami rzekę, przepływającą smoliście przez centrum miasta. Coś ze spacerów wokół parkowej palmiarni. Coś z przesiadywania w sali do biologii mieszczącej się w piwnicy ostatniego pawilonu, obracania głową we wszystkie strony i spoglądania: to za okno, gdzie w szarawym świetle październikowego słońca na boisku grupa chłopaków ze starszej klasy, dając upust swym samczym zapędom, wyrzucała sobie wzajemnie puszczone szmaty, a sroga nauczycielka, ta bardziej męska wersja lesbijki, trzepała otwartą dłonią w potylicę każdego, kto ważył się w jej obecności użyć wulgarnego słowa; to na model szkieletu ustawiony z tyłu sali, tuż przy sercach świń zatopionych w formalinie jak wyrośnięte owady w zastygłej żywicy…

Czytaj dalej

          – Idziecie może na Pełcznicę?
          Tak. Chyba.
          Szedł. A powinien jechać. Sarny jednak nie respektują przepisów drogowych. Nie respektują też zasad dobrego wychowania. Egzemplarz, który wymusił pierwszeństwo, nawet nie zaproponował pomocy w wyciągnięciu auta z bagnistego pola, w którym utkwiło w efekcie ostrego skrętu. Co prawda wystarczyłoby zadzwonić po pomoc drogową i pewnie by to zrobił, gdyby właśnie nie wiózł zepsutego telefonu do serwisu. I tyle w temacie ominięcia korka na autostradzie.
          Najbliższa wieś powinna być może pięć kilometrów stąd. Nie liczył na podwózkę, droga była niemalże polna, rzadko uczęszczana przez okolicznych mieszkańców…

Czytaj dalej

     Słoneczne przedpołudnie, piękny koniec sierpnia. Dzieci jeszcze na wakacjach, ja w domu, wykorzystuję ostatnie dni urlopu. Maluję mały pokój, sama. Okna otwarte na oścież, ale nie dobiega zza nich wielkomiejski hałas. Spokojna okolica, choć blokowisko pamięta czasy PRL-u. Moczę wałek, stawiam stopę na drabinie i nagle dzwonek do drzwi. Czyżby ktoś z sąsiadów? Przecież naprawili już domofon, więc nie ktoś z zewnątrz, no chyba, że jakiś głupi-uczynny obcego wpuścił. Schodzę z drabiny i podchodzę do drzwi. Gazety, którymi wyłożyłam podłogę, kleją mi się do stóp.
          Otwieram lekko i zerkam za próg. Kobieta, tak na oko koło pięćdziesiątki, w grubych okularach, chuda jakaś taka, zgaszona, gapi się na mnie, zamiast zaproponować numer „Strażnicy” i rozmowę na temat Królestwa Niebieskiego. Już mam wycedzić: „Nie, dziękuję” i zamknąć drzwi, ale twarz tamtej wydaje mi się znajoma, więc zastygam, studiując jej rysy i podświadomie doszukując się w nich obrazów z dzieciństwa…

Czytaj dalej

Polecamy wiersze

Sama powiedz.

Pomiędzy tymi wszystkimi nocami
bez chociażby skrawka mnie,
wskaż gwiazdę która nie spadnie od spojrzeń
i nie rozwali nam mieszkań, trawników.
A potem jeszcze zabierz z niej piach i schowaj
jak tylko Ty potrafisz…

Czytaj dalej

tamtej nocy zamajaczyły mi się
rozbudzone szarpnięciem pępowiny
chciały dogonić przyszłość…

Czytaj dalej

Uwielbiam, gdy Budda się śmieje.
To jakby sens schodził na ziemię
bez sztampy, bez modlitw, wprost bosssko…

Czytaj dalej

powiedz mi drogi synu czy to ma znaczenie
żeś zrodzony bez ojca lub że twoim ojcem
był załóżmy zapchlony pospolicie
burek
i ten burek przy budzie z nadmurszałych desek
nie wyłożonej siankiem ani żadną szmatą
ani słomą bo słoma potrzebniejsza w butach
trząsł sobą jak osika i sikał na drogę
wytyczoną przez łańcuch dokoła ojczyzny
(podkreślę dla jasności – padającej budy)…

Czytaj dalej

gdy zbudzą się leśne ćmy, a w oczach wyrosną drapieżcy
zrzucimy z siebie resztki potłuczonego szkła,
schodząc coraz głębiej w poszukiwaniu wyjścia….

Czytaj dalej

kiedy milczę o tamtej gwieździe
nie umyka to jej uwadze
nie przestaje być pomyślana i ważna…

Czytaj dalej

I tam jest zawsze takie miejsce,
taki punkt zwrotny wszechczegoś,
że nie pada…

Czytaj dalej

Nie umiem stanąć na własnych
schodach – uginają się i tworzą
horyzont, na którym każde
drgnienie ma dziesięć stopni,
a każda śmierć ma dziewięć
żyć. Oddaj mi chociaż to jedno…

Czytaj dalej

Brązowy Perseusz z rzeźby Celliniego,
odkąd skrawki bomby zakwitły na bruku,
zamknął w sobie duszę chłopaka z Aleppo.

We Florencji świecą drobiny jasnego
tynku, który runął w Syrii, ktoś wył z bólu,
czy to był Perseusz z rzeźby Celliniego?…

Czytaj dalej

na pierwszej stronie leży jakaś ofiara
czystek z nieczystych ludzi
obraz bardzo niewyraźny nie wiadomo kim była
chociaż właśnie to zadecydowało że przestała być…

Czytaj dalej